Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białołęka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białołęka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 listopada 2020

Cmentarz ewangelicki przy Ruskowym Brodzie

Wspominałam tu już o cmentarzu osadników niemieckich, a raczej jego pozostałościach w Dziekanowie Leśnym, dzisiaj pragnę napisać kilka słów o lapidarium znajdującym się na Białołęce, przy skrzyżowaniu ulic Mańkowskiej i Ruskowego Brodu. Właśnie tam, gdzie teraz znajduje się plac zabaw, onegdaj założono cmentarz ewangelików z okolic wsi Augustówek, czyli obecnej Białołęki. Przebywali oni tutaj do 1941, podczas okupacji przesiedlono ich do Rzeszy. W 2012 r. utworzono lapidarium, gromadzące ocalałe płyty nagrobne z kilku dawnych ewangelickich cmentarzy Białołęki, jest ono również wpisane do ewidencji zabytków. Szkoda tylko, że plac zabaw średnio licuje z nagrobkami, a nikt nie oczyścił jedynej chyba pozostałości po dawnym cmentarzu tuż za ogrodzeniem placu.



Na niektórych widać powojenne ślady przestrzelin.

Pozostałości nagrobków, znajdujące się tuż za siatką, o którą oparte są nagrobki. Uważam, że to kompletne nieporozumienie - zamiast wyciąć drzewka, oczyścić teren i tam urządzić lapidarium, znalazły się na terenie placu zabaw, a te pozostałości toną w śmieciach.








środa, 7 października 2020

Gotyk wśród bloków

Białołęka i Tarchomin kojarzą się obecnie już li i tylko z coraz szczelniejszą zabudową i blokowiskami, gdzie z jednego balkonu można poczęstować czymś zacnym sąsiada z naprzeciwka. Korzystający z komunikacji miejskiej może skojarzą pętlę „Tarchomin Kościelny” i zaczną się zastanawiać, o co chodzi z tą nazwą… Tymczasem kilkaset metrów od torów znajduje się serce dawnej osady, dawnego Tarchomina – kościół pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła, wybudowany w XVI w.



Budowla jest stosunkowo mała, jednonawowa, ceglana i na pierwszy rzut oka wcale nie przywodzi na myśl średniowiecza, w końcu wiele kościołów na przełomie XIX i XX zaprojektowano w stylu nawiązującym do architektury odległych wieków. Wrażenie pogłębia fakt, iż tuż przy wejściu, zaraz za kratą, na lastrykowej posadzce widnieje data 1894, przez wielu postrzegana jako rok wzniesienia świątyni, choć to zaledwie rok ufundowania owej posadzki. Tymczasem jeśli obejdziemy kościół od zewnątrz, na jednej z cegieł na ścianie prezbiterium znajdziemy wyrytą datę 1518 oraz imię i nazwisko ówczesnego proboszcza: X WIT DYOSINSKI. Tak, kościółek powstał ponad 500 lat temu, na specjalnie usypanym wzgórzu, który miał chronić go przed tak licznymi powodziami – wszak Wisła płynie zaledwie kawałek dalej! Zastąpił poprzedni, drewniany, wybudowany w XIII w. Wówczas ziemię tarchomińską posiadały dwie rodziny: Gołyńscy i Wesslowie, ale nie wiemy, która z nich ufundowała nową budowę.



Tarchomińska świątynia wyróżnia się na tle innych kościołów warszawskich – jej bryła jest oryginalna i nie została zmodyfikowana od XVI w. Nietrudno jednak wyłowić elementy nie do końca pasujące do nadwiślańskiego gotyku – również na zewnątrz. Przedsionek, zakrystia, wieżyczka i dzwonnica pochodzą już jednak z innego okresu, podobnie jak wnętrze. Są barokowe, gdyż XVIII-wieczni właściciele Tarchomina, Ossolińscy, postanowili odnowić i rozbudować świątynię, desperacko wtedy potrzebującą pomocy – po potopie szwedzkim wieś Tarchomin opustoszała. To wtedy zamurowano oryginalne wejście (nadal widoczne) i zbudowano nowe wraz z kruchtą. Ossolińscy ufundowali także nową, murowaną kostnicę na cmentarzu. Szczęśliwie ich plany większej rozbudowy kościółka spełzły na niczym.


W środku znajdują się 3 barokowe ołtarze, choć w XVII w. było ich aż 7! To oczywiście również fundacja Ossolińskich, podobnie jak marmurowa chrzcielnica, ambona, chór i krypta. Zasłaniającą wejście do krypty płytę ozdobiono herbem „Topór”, którym oczywiście pieczętowała się owa rodzina. W środku znajdują się szczątki 5-letniego Ignacego Ossolińskiego, choć podobnież pochówków było znacznie więcej. Jednak najstarszym elementem wnętrza kościoła jest malowidło przedstawiające św. Jakuba wieńczące ołtarz, datowane na XVII w., prawdopodobnie przeniesione z innego miejsca. Szczególną uwagę przykuwa strop kasetonowy z lat 30. XX w. – stanowi iście niebanalny element dekoracyjny w kościele nasyconym barokowym zdobnictwem, ozdobionym ekspresyjnymi rzeźbami…

Warto obejrzeć ten dość unikalny w Warszawie zabytek – w końcu niewiele nam pozostało oryginalnych gotyckich świątyń. Przy okazji można rzucić okiem na pobliską oficynę dworu Mostowskich oraz na oryginalny modrzewiowy dworek – niestety, tylko z daleka, gdyż ten teren jest zamknięty, znajduje się tam seminarium duchowne. Całkiem dobry widok gwarantuje wejście na wał wiślany – ale to już po tym jak obejdziecie kościółek i znajdziecie wiekowe inskrypcje na ścianie prezbiterium, a wśród nowszych cegieł wyłowicie te stare oraz ciemno wypalane, tworzące zachowane na froncie kościoła zdobienia z XVI w…




Artykuł został napisany przeze mnie i opublikowany wcześniej na portalu Warszawa Express.

wtorek, 4 sierpnia 2020

Stare Świdry - duuuużo zdjęć!


Kierowcom i pasażerom zjeżdżającym z trasy Mostu Północnego na Tarchomin niezmiennie towarzyszy widok rodem z postapo: stara fabryka i wieżowiec z powybijanymi oknami, a dookoła liczne punkty skupu i sprzedaży. Kiedyś jednak było to wyjątkowo tętniące życiem miejsce – w fabryce domów w czasach słusznie minionego ustroju produkowano gotowe elementy ścian i sufitów, czyli elementy niezbędne do budowy w tzw. wielkiej płycie. Działała w sumie niedługo, niecałe 20 lat, otwarto ją pod koniec lat 70., zamknięto w 90. Choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, teren zakładu obejmuje 40 hektarów… częściowo wydzierżawionych firmom prywatnym, a częściowo pozostawionych odłogiem. Wprowadzili się do niej również bezdomni, całkiem interesująco zagospodarowując pustą halę.

Dzielnica planuje rozbiórkę tego miejsca, ale z braku funduszy na razie kończy się na zamiarach. Wspomina się o wybudowaniu tam kolejnego wielkiego osiedla mieszkaniowego, choć zapewne nie stanie się to zbyt prędko.

Widok od ulicy Świderskiej

Po zagłębieniu się dalej widać dawną (chyba) stróżówkę oraz inne zabudowania.

Oczywiście najbardziej kusi wejście do głównej hali, wyjątkowo malowniczej.



Z boku wdziera się przyroda.

Oczywiście najbardziej kuszą schody prowadzące do charakterystycznego wieżowca.

No to idziemy... bardzo patrząc pod nogi...





Widać kominy Żerania...

Po powrocie szybki rzut oka na galerię sztuki



 Powoli wychodzimy na zewnątrz.

Uwaga na wózki widłowe!

Szczęśliwie wejście na silosy jest mocno utrudnione.

Jeszcze szybki rzut oka do hali - niemalże instalacja artystyczna.

Trójkątna wiata, pod którą przechowywano betonowe płyty.

Pod wiatą.

Po sąsiedzku coś na kształt obudowy pasa transmisyjnego.

Na górze trójkątnej wiaty.

Widać, że często odbywają się tutaj filozoficzne dysputy...












sobota, 4 lipca 2020

Nieczynny most kolejowy nad Kanałem Żerańskim


Kiedy jedziemy lub idziemy nad Kanałem Żerańskim od strony Modlińskiej, na pewno zwrócimy uwagę na kilka kładek i mostów przerzuconych nad wodą. Są w większości przystosowane do ruchu drogowego, znajdzie się też czynny most kolejowy, ale w pewnym momencie oczom naszym ukaże się most donikąd. To nieczynny most kolejowy, dawniej docierały nim transporty do fabryk na Żeraniu. Od lat stoi już nieużywany, powoli ubywają części metalowe, a drewniane podkłady stają się coraz bardziej niepewne. Nie da się jednak ukryć, że jest wyjątkowo malowniczy…






piątek, 12 czerwca 2020

Tarchomińska Biała Dama


Jeśli po raz pierwszy przechodzi się przez cmentarz przy ulicy Mehoffera tuż przed zmrokiem, można się poważnie przestraszyć – oczywiście, jeśli nie wie się, że w jego sercu znajduje się dosyć nietypowy, całkiem biały nagrobek przedstawiający kobiecą postać. Majacząca się wśród pozostałych, standardowych grobów sylwetka bywała podobno przyczyną niejednego przyspieszonego bicia serca. Gdy podejdziemy bliżej, zobaczymy wyryte na pomniku imię „Krycha”. Jest i data: 1937. Kim była owa kobieta? Co jej się przydarzyło?


Według lokalnych opowieści, była tuż po porodzie, nie czuła się najlepiej. Lekarz nakazał jej leżeć, jednak gdy tylko mąż wyszedł do pracy, Krycha wstała i zaczęła się krzątać po domu. W pewnym momencie sięgnęła po stojący wyżej dzban i w tym momencie straciła przytomność. Dzban rozbił się – można zauważyć go zresztą u stóp figury, a kobieta zmarła na podłodze tuż obok… Zrozpaczony mąż nie tylko wystawił swojej ukochanej piękny pomnik, przychodził również na cmentarz oraz patefonem i puszczał ulubioną muzykę swojej zmarłej żony.



poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Pszczele azyle


Niedzielny spacer to jednak pożyteczna rzecz. Nieważne, ile razy człowiek był w danym miejscu, czasami potrafi ono kompletnie zaskoczyć. W lasku Anecin na tyłach ulicy Milenijnej zobaczyłam taką oto konstrukcję. Oczywiście, domyśliłam się, że jest przeznaczona dla owadów, nie sądziłam jednak, że to tak zwany „pszczeli azyl”. Czym są takie azyle? Schronieniem dla dziko żyjących pszczół, które także zapylają rośliny: uprawne, kwiaty, drzewa, krzewy… Ze względu na rozwój cywilizacyjny czasami nie mają się gdzie podziać, a przecież od nich również zależy przetrwanie naszego gatunku… Na stronie pszczeleazyle.pl znaleźć można także instrukcję, w jaki sposób zbudować własny pszczeli azyl!





poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Piękny widok przy Fletniowej!


Tak, wiem, ciężko te walające się folie i zwały piachu nazwać pięknym widokiem! Ale on naprawdę jest cudowny! Świdermajer przy Fletniowej jest remontowany, będzie żył! A jeszcze niedawno zastanawiano się, czy nie podzieli losu choćby takiej Topolanki!



To unikat, willa letniskowa w stylu nadświdrzańskim, zbudowana na początku XX wieku dla niejakiej Natalii Śmiernickiej. Planowano wówczas uczynić z Płudów miejscowość letniskową, z tramwajem! Niestety, na planach się skończyło, a po II wojnie światowej dom przekazano kwaterunkowi. Kupiono go potem wprawdzie na własność, ale koniec końców w 2009 r. opustoszał.

Nowy właściciel pragnął go rozebrać, jednak dzięki działalności białołęckich organizacji został ocalony. Jak widać – da się!

środa, 13 marca 2019

Pani na Wiśniewie


Przechadzając się po Tarchominie, można natknąć się na taką oto tabliczkę. Uliczka Pani na Wiśniewie to właściwie mały zaułek, odchodzący od Milenijnej, prowadzący po prostu w krzaki. Można pomyśleć, że jest to po prostu kolejna fantazyjna nazwa, kto bogatemu zabroni…


Pani na Wiśniewie istniała jednak naprawdę. Jej prawdziwe imię i nazwisko brzmi Stanisława Prus-Wiśniewska, hrabianka, malarka, ostatnia właścicielka majątku Srebrna Góra, rozparcelowanego po I wojnie światowej. Jedyne, co obecnie po nim zostało, to nazwa osiedla oraz szumnie nazwany park Wiśniewo, w gruncie rzeczy mały lasek, oznaczony wszędzie jako „własność prywatna”. Powiązany z jednym z banków deweloper chciał tutaj zbudować centrum handlowe, co spotkało się z oporem mieszkańców i sprawa do dzisiaj nie została rozstrzygnięta.



Jeśli wytnie się drzewa w parku Wiśniewo, zlikwiduje się ostatni ślad majątku. Jeszcze 10 lat temu istniał inny: sypiący się dworek Pani na Wiśniewie, wpisany nawet do rejestru zabytków. Niestety, deweloper, który teren wykupił, zburzył resztki budynku (zresztą za zgodą Generalnego Konserwatora Zabytków – sic!) i dotychczas go nie odbudował. Kolejny dowód na to, kto rządzi Białołęką. Pozostała nazwa i ulica upamiętniająca Panią na Wiśniewie, niestety, po drugiej stronie ulicy Modlińskiej.

W tym miejscu stał dworek Pani na Wiśniewie...