Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bielany. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 lutego 2020

Kościół pokamedulski


Jeśli czytaliście Pana Wołodyjowskiego, to pamiętacie, że na początku powieści Mały Rycerz, zniechęcony otrzymaną rekuzą, postanowił udać się do klasztoru. Imć Wołodyjowski zamierzał dołączyć do kamedułów, którzy wówczas pojawili się w okolicach podwarszawskich.


Zakon został tutaj sprowadzony przez Władysława IV w 1639 r. Zakonnicy nosili białe habity, stąd właśnie wzięła się nazwa wpierw okolicy, a potem dzielnicy - również w Krakowie. Wcześniej bowiem okolice Lasu Bielańskiego znane były jako Góra Polkowa, kiedyś zresztą znajdowała się tam osada zwana Polkowem. Pierwotnie ufundowano kościół i eremy zbudowane z drewna, którego było tam pod dostatkiem.


 Część domków, jak widać, została odrestaurowana. Poniżej wnętrze eremu królewskiego.



Miejsce w pełni odpowiadało kamedułom, gdyż zgodnie z regułą powinno być poza miastem, na wzniesieniu, w terenie zalesionym. Zakonnicy żyli w odosobnieniu, ascezie, obowiązywały ich śluby milczenia. Zresztą, na jednym z kamedulskich eremów znalazło się hasło: „Przykrość życia bez przyjemności warta jest przyjemności umierania bez przykrości.”

Prace konstrukcyjne zostały ukończone w latach 30. XVIII w., gdy postawiono murowany kościół, trzynaście domków – eremów oraz gospodarcze zaplecze klasztoru. Eremy były fundowane przez kolejnych możnych, a ich herby są widoczne na szczytach domków, zachowanych do dzisiaj. Obok murów kościoła znajduje się także mogiła Stanisława Staszica.


Niestety, w związku z tym, że zaborcy powiązali zakon z ruchami niepodległościowymi, tuż po powstaniu styczniowym rozpoczęły się represje. Ostatni zakonnik opuścił Bielany w 1904 r. Wprawdzie tereny klasztoru przekazano kościołowi prawosławnemu, nie doszło do przekształcenia ich w cerkiew, ponieważ wcześniej utworzono bielańską parafię, przy okazji remontując kościół (pod nadzorem Dziekońskiego!). Sprowadzono tam księży marianów.

Jak widać, wnętrze jest przepiękne, tym bardziej w okresie Bożego Narodzenia. Dekoracje są po prostu fantastyczne!


II wojna światowa przyniosła olbrzymie zniszczenia, zarówno podczas walk, jak i po ich ukończeniu. Pustelnia pokamedulska była jedną wielką ruiną. Szczęśliwie zdołano ją odbudować, choć w pewnym momencie przekazano ją Kurii Metropolitalnej. Założono seminarium duchowne, a w 1997 Akademię Teologii Katolickiej, potem przekształconą w Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego.

Kapliczka Matki Boskiej Kodeńskiej została ufundowana niecałe dwa lata temu przez państwa Millerów, upamiętnia ich tragicznie zmarłego syna. Znajduje się tuż naprzeciwko wejścia do kościoła.

Po wojnie stworzono w tych okolicach park rozrywki dla mieszkańców Warszawy, łącznie ze sławetną Karuzelą. W latach 70. zlikwidowano go, tworząc rezerwat Lasu Bielańskiego. Jednak by upamiętnić tamte czasy, tuż obok wejścia do kościoła znajduje się karuzela autorstwa Józefa Wilkonia, twórcy przepięknej szopki, ostatnio odrestaurowanej. Przy szopce rezyduje osioł Franciszek, przeuroczy żebrak, którego jednak nie należy karmić.

"Karuzela, karuzela, na Bielanach co niedziela..."



Jedyny i niepowtarzalny osioł Franciszek to już sędziwy rezydent szopki bielańskiej.


czwartek, 2 stycznia 2020

Pozostałości po forcie "Bielany"


Fort kontrolujący północny odcinek Wisły oraz szosę pokrywającą się obecnie z ulicą Marymoncką został wzniesiony w latach 80. XIX w. Niestety, jak w przypadku wielu tych umocnień, w pewnym momencie (1913 r.) zdecydowano o jego rozbiórce, począwszy od elementów bojowych. Po II wojnie światowej rozebrano koszary szyjowe, a potem zniwelowano wały i fosy.



 Widać wały, tworzące częściowo dawny zarys fortu.

Dzisiaj jedyne rozpoznawalne elementy fortu znajdują się w jego północnej części, graniczącej częściowo z Cmentarzem Żołnierzy Włoskich. Łatwo można dostrzec, gdzie onegdaj usypano wzmocnienia, a gdzie wykopano fosy. W niektórych miejscach uważne oko wypatrzy kawałki betonu i cegły, choć obecnie są praktycznie nie do zidentyfikowania.

Młody las porastający dawną fosę(?).




Rozmaite pozostałości betonu i cegły.


wtorek, 24 lutego 2015

Pod Mostem Północnym



Oddany do użytku w marcu 2012 r. Most Północny nie jest może specjalnie urodziwy, ale nie o to przy jego stawianiu chodziło – miał odciążyć most Grota, który powoli zaczął się sypać, a obsługiwał co najmniej dwie, rozbudowujące się dzielnice i trasę przelotową. Od razu przyniósł olbrzymią ulgę mieszkańcom Białołęki i Tachomina, a odkąd przedłużono kadłubową trasę tramwajową, jest wręcz błogosławieństwem. 

 Widok na przeprawę w stronę Bielan.

Wybrałam się ostatnio na spacer w okolice mostu wałem przeciwpowodziowym od strony Tarchomina. Spacerek był bardzo przyjemny, bo wał jest miłym terenem spacerowym nie tylko w miesiącach ciepłych. 





Kiedy zaś stanie się pod samym mostem, człowiek ma wrażenie, że jest daleko od cywilizacji, choć przecież przejeżdża ona nad naszymi głowami... A widoki! 


 Całkiem sympatyczne grafiti.

Szerokość rzeki w miejscu przeprawy to około 650 m. Kiedy spogląda się w stronę południową, widać wieże kościoła pokamedulskiego wyrastające pomiędzy drzewami Lasku Bielańskiego. 

 Słońce świeciło tak mocno, że ciężko było nawet spoglądać na południową stronę.

Tuż obok mostu wybudowano plażę miejską, z grillem, huśtawkami, miejscem do zagrania w siatkówkę plażową. Wprawdzie jej regulamin zabrania spożywania alkoholu, ale pies z kulawą nogą się tym nie przejmuje i sama mijałam młodzieńców radośnie zmierzających nad rzekę, by spożyć jasne i ciemne, zdecydowanie alkoholowe. Mam tylko nadzieję, że nie zdewastują tego miejsca, jest bardzo przyjemne.


PS. Tak, wiem, że oficjalnie to most im. Marii Skłodowskiej-Curie, ale... jak dla wielu osób, jest to Most Północny, wszak konsultacje społeczne wyraźne wskazywały na to, jak pragną go nazywać mieszkańcy.

piątek, 29 sierpnia 2014

Ulica Płatnicza



Jedną z ciekawych uliczek, które znajdują się w pobliżu stacji metra Stare Bielany, jest ulica Płatnicza. Do 1951 r. nosiła nazwę Chełmżyńskiej i tabliczkę to upamiętniającą można wypatrzyć na jednym z budynków.


Sama uliczka jest niezwykle urokliwa, znajdują się na niej liczne niskie budynki w stylu dworkowym, pochodzące z końca lat 20. XX w., z których znaczna część została wpisana na listę zabytków. 



Tym, co stanowi jednak o wyjątkowości tej uliczki, są zabytkowe latarnie gazowe, przeniesione tam w międzywojniu, kiedy elektryfikowano centrum Warszawy. Jak najbardziej działają i może wkrótce wybiorę się tam po zmroku, by to udokumentować. 



Warto również spojrzeć przy okazji na dachy domków – czasami można na nich zauważyć coś niezwykłego.