czwartek, 17 października 2019

Jesień w Parku Skaryszewskim

Ponownie na kartach tego bloga zawitamy na ścieżki Parku Skaryszewskiego. Piękne, jesienne kolory i szalejące wszędzie wiewiórki są zdecydowanie godne uwiecznienia... Nacieszcie oczy i Wy!

 Cicho, spokojnie, pięknie...

 Słońce wyzłacało wszystkie ścieżki...

 Orgia odbić i kolorów...

 Rytmiczna rzeźba broniąca się przed chęcią zanurzenia się w jeziorku.

 Więcej złota...

 Pewna piękna puchata panna z orzeszkiem...

 Iść, ciągle iść w stronę słońca...

 Jeziorko Kamionkowskie i widoczna za nim sylwetka fabryka Wedla.

Na złoto...

A tancerka pląsa wśród róż i liści...

niedziela, 6 października 2019

Umierająca Wronia


Chociaż powstała pod koniec XVIII w., była wtedy przede wszystkim uliczką małych drewnianych domków i dworków. Stały tu również browary. W XIX w. zabudowano ją tanimi kamienicami i fabryczkami, a w okolicy powstał także zakład Machlejda, więc jak łatwo się domyślić, mieszkali tu głównie robotnicy. W 1904 r. miała tu miejsce demonstracja antycarska. Podczas powstania budynki w większości spłonęły. Jak i w innych miejscach na Woli, tak i tutaj odbyły się rozliczne egzekucje ludności cywilnej.

 Przy Wroniej można znaleźć fenomenalne murale.
 Z tyłu widać wieżę Hiltona. 

Niby zwykła czynszówka, ale przecież tak inna i tak ładniejsza od tego, co powstaje obecnie.

Obecnie Wronia prezentuje się… strasznie. Przy ulicy stoją nowoczesne apartamentowce, buduje się kolejne. Nieliczne ostałe kamienice są już wykwaterowane i straszą zabarykadowanymi bramami, brudnymi szybami i porzuconymi butelkami. W większości znajdują się w gminnej ewidencji zabytków, ale nie opłaca się ich remontować, bo istnieją do nich roszczenia. Zapewne teraz wszyscy czekają aż się rozpadną ze starości, wtedy spadkobiercy opchną teren kolejnemu deweloperowi. Po co przecież w naszym zniszczonym i odbudowanym mieście jakiekolwiek stare budynki?

 Zajrzałam do bramy jednej z kamienic.

 Kolejny mural.

 Stare, znikające podwórko...

Kto chce, znajdzie wejście. I przy okazji wykorzysta melinę.

Stare i nowe.

poniedziałek, 30 września 2019

Pałac w Jabłonnej


Dzisiaj wprawdzie nie o samej Warszawie, ale Jabłonna jest tak bliziutko, że zdecydowanie tematycznie tutaj pasuje.

Sama miejscowość od średniowiecza związana była z biskupami płockimi, nic zatem dziwnego, że pałac został zbudowany na polecenie jednego z nich. Michał Poniatowski to także późniejszy prymas Polski i brat króla, Stanisława Augusta. Nic zatem dziwnego, że znany królewski architekt, Dominik Merlini, zaprojektował i siedzibę monarszego brata – kompleks w końcu miał gościć także i Jego Wysokość, a ten gust Merlini znał wręcz znakomicie. Cały lewy pawilon pałacu przeznaczono właśnie dla króla.

 Pałac od frontu.

 Od strony ogrodu.

Ogrodowa fasada.

Plany parku angielskiego nakreślił Szymon Bogumił Zug, odpowiadający też za dodatkowe budowle wzniesione na jego terytorium. Do dzisiejszego czasu przetrwały grota, oranżeria oraz pawilon chiński. Niestety, grota to ruiny grożące zawaleniem, wnętrze chronione jest metalową płytą – a szkoda, bo pewnie niejeden śmiałek chciałby odnaleźć legendarny tunel, prowadzący pod Wisłą na Bielany. Pawilon chiński również jest w fatalnym stanie… 

 Ruiny groty. 

Pawilon chiński.

Szczęśliwie łuk triumfalny poświęcony Józefowi Poniatowskiemu stoi i ma się bardzo dobrze. Dlaczego właśnie jemu? Bo także i on stał się właścicielem pałacu po śmierci imć prymasa. Od 1822 r. nowa właścicielka majątku postanowiła uczcić bohatera, właśnie łukiem i tablicą ku czci.



Niestety, pałacyk został spalony podczas wojny. W latach 50. oddano go Polskiej Akademii Nauk, która przywróciła obiektowi dawną klasycystyczną świetność. Szkoda tylko, że tak wiele jest jeszcze do zrobienia…

Sale w podziemiach z dekoracją malarską, prawdopodobnie z 1776 r.  

Tak się złożyło, że podczas mojej wizyty na terenie Pałacu znajdowały się jeszcze dekoracje weselne sprzed kilku dni... :)